Mały wypad do Anglii #1 ♡ UWAGA! Długi post!

"Niedługo w moim życiu wydarzy się coś pięknego i ma dużo wspólnego z tym co niedawno obejrzałam."
To o czym mówiłam w jednym z ostatnich postów, było o tym, że spełnię moje wielkie marzenie- zobaczę Londyn i zawitam do Warner Bros/Harry Potter Studio. To tylko tak w skrócie... pod tym hasłem kryje się rozmawianie tylko z anglikami po ich ojczystym języku, zjedzenie fish'n'chips, pójście do kawiarenki internetowej (zawsze kojarzyło mi się takie miejsca z Anglią), zobaczenie Big Ben, The Buckingham Palace czy London Eye, kupienie magnesu na lodówkę... lista ciągnie się i ciągnie. Powiedzmy, że możemy z przymrużeniem oka wszystko odhaczyć, przymrużeniem oka.
Dla bloga chciałam te piękne dwa dni (taka ilość była przewidywana) jakoś udokumentować. Jak sobie powiedziałam, że nie będzie żadnego nudnego postu ze zdjęciami i krótkim opisem to wymyśliłam, że będę robiła krótkie notatki. Godzina odpowiadała, szybkiemu opisowi zdarzeń z danej chwili. Jednak nie byłam wystarczająco twarda, bo zaczęłam wątpić w ten piękny plan już w samolocie.
Samolot, jako samolot, dobrze się spisał. Powinnam się rozpisywać na temat uczucia wniebowzięcia (dosłownie), kiedy razem ze słońcem wznosiłam się w górę?
Kiedy wielka, biało-pomarańczowa maszyna wylądowała, odetchnęłam. Jednak nie cieszmy się tak szybko. Szatan zesłał KONTROLĘ PASZPORTÓW. Kilometrowa, powolna i smętna kolejka do czterech czy pięciu stanowisk wlokła się niechętnie, marudząc z każdym krokiem. Kiedy wreszcie udało mi się wydostać już tylko myślałam o czekającej na mnie przygodzie. Niestety za szybko, trzeba było zdecydować się gdzie jedziemy, czym i jak. Ja, jak to ja, paraliż życia- obiecałam mojej mamie komunikować się za naszą małą grupkę w każdej sytuacji ze względu na moje umiejętności angielskiego. Na szczęście Anglicy, jak to ująć, są... wspaniali i świetni. Dotarłyśmy do małych podwózek znanych "Shuttles". Tutaj was zaskoczę, był to mały pociąg do... drugiej części lotniska! Z North Terminal do South Terminal było 2 minuty drogi, a podwózki płynnie przemieszczały się nad wielki budynkami odpowiadającymi za każdy mały szczegół tego ogromnego miejsca. Dotarłam wreszcie na staję kolejową gdzie trzeba było się wykazać wiedzą z zadań typu "Uzupełnij dialog na temat kupowania biletu na pociąg". Powinnam mieć teraz podwyższoną każdą ocenę końcową z podstawówki z angielskiego, serio. Mogłam wtedy odetchnąć z ulgą? tak, definitywnie tak.
London Victoria, jedna z bardziej znanych londyńskich stacji. Pierwsza miejsce gdzie poszłam? Kawiarnia! Nic dziwnego, jeśli chodzi o mnie. Moje myśli: "Jestem w Anglii i rozmawiałam po angielsku¨. Byłam w szoku, po prostu czułam się jak w domu, a zarazem wszystko było tak obce i ciekawe. Po zebraniu sił, zaczęłyśmy zwiedzać. Po małym włóczeniu się i ekscytowaniem się każdą budką telefoniczną czy każdym nadjeżdżającym autobusem... byłyśmy co raz bliżej centrum. Ciekawa historia... podczas naszego "maszerowania" dołączyliśmy się do niewielkiej grupy ludzi przy nawet ciekawej bramie. Dzięki podążaniem za tymi ludźmi i pomocy pewnej kochanej polki, dowiedziałyśmy się, że kierujemy się do The Buckingham Palace gdzie będzie podnoszenie flagi przez królową Elżbietę II. Były konie, zapasowe konie, jeźdźcy i zapasowi jeźdźcy... tak, zapasowi jeźdźcy. Jednak wisienką na torcie byli strażnicy i dokładnie wiecie o jakich mówię.
Niestety nie zobaczyłyśmy nikogo ważnego. Było tam tyle wejść i ludzi, aż cud, że ogarnęłyśmy co się dzieje. Dzięki niektórym pomocnym aplikacjom i mojej wiedzy o Londynie ze zdjęć byłyśmy już w tym najfajniejszym centrum. Jeden most, pod nim Tamiza, a po jednej Big Ben (w rekonstrukcji do 2020 roku :)), rozdzielający wszystko turyści, a pod drugiej London Eye. IT'S LONDON BABY!
Po kolejnym szoku i robienia kilkunastu zdjęć, trzeba było coś zjeść. Oczywiście pewnie pomyślisz, że poszłyśmy na prawdziwe angielskie jedzenie? Nie, nie, nie, nie... mylisz się. Naszym posiłkiem było sushi! Tak, wiem, idealny pomysł. Było pyszne, najadłam się, czego więcej? Po jedzeniu był czas na zakupy! Nie powiem pamiątki, bo jako prawdziwa miłośniczka makijażu, pierwsze co kupiłam to matowa pomadka i lakier do paznokci. Kolor lakieru nie był przypadkowy, a zielony! Wyjaśnienie później...
W tamtym momencie trzeba było znaleźć drogę do hotelu w Watford. Mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna, bo jak dobrze pamiętam, udało mi się! Po dłuższym czasie, mogłyśmy z uśmiechem rozpakować zakupy i położyć się na prze wygodnych łóżkach. Na koniec dnia, zjadłam taką kolację, jaką powinnam- frytki z rybą! Do tego w barze gdzie większość ludzie po prostu przychodzą się spotkać, napić się piwa, pogadać i pooglądać mecz. To dały taki idealny klimat. Byłam w niebie.

Komentarze

  1. Też bym chciała kiedyś pojechać do Londynu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kiedyś ci się uda! Naprawdę świetny kraj❤️

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty